Według źródeł historycznych szkoła w Kołaczkowie istniała już w 1695 r. Nie ustalono jednak miejsca gdzie odbywały się zajęcia. Od 1898 roku szkoła mieściła się w budynku probostwa, a potem dziedzic Kołaczkowa zgodził się by lekcje przeprowadzano w jednej z sal pałacu. Od 1906 r. do 1914 r. zajęcia od-bywały się w Łagiewkach, wiosce sąsiadującej z Kołaczkowem. Po uzyskaniu niepodległości w 1918 r. szkołę zlokalizowano w budynku Komisariatu Policji. Uczył tam jeden nauczyciel. Dzieci kończyły trzy lub cztery klasy, a naukę kon-tynuowały we Wszemborzu.
W 1939 r. Niemcy zamknęli polską szkołę, a w jej miejsce utworzyli niemiecką. Po wyzwoleniu kraju spod okupacji hitlerowskiej szkoła odrodziła się. Najpierw były klasy I-II, potem III i IV. W 1956 r. wprowadzono klasę V, a później VI i VII. Od 2 listopada 1961 r. zorganizowano Szkołę Przysposobienia Rolniczego, która przygotowywała kadry dla rolnictwa przez okres 13 lat.
21 listopada 1964 r. odbyła się uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego pod budowę nowej szkoły, którą oddano do użytku 29 sierpnia 1965 r. W roku szkolnym 1966/1967 wprowadzono klasę ósmą.
7 maja 1967 szkoła otrzymała imię Władysława Stanisława Reymonta. W tym dniu dokonano odsłonięcia tablicy upamiętniającej to wydarzenie. W związku z reorganizacją administracji w 1973 r., rok później powstała zbiorcza Szkoła Gminna im. Władysława Stanisława Reymonta w Kołaczkowie. 6 maja 1978 r. otrzymała ona sztandar, a w 1997 r. przy szkole odsłonięto pomnik z pamiątkową tablicą.
W 1988 r. rozpoczęto rozbudowę szkoły. Nowy budynek został oddany do użytku 6 grudnia 1994 r., jest on połączony ze starszym. W 1997 r. zaczęto budować halę widowiskowo-sportową. Z powodu braków finansowych budowę wstrzymano na okres pięciu lat, do 2002 r. Obecnie jest ona kontynuowana i oddanie nowej sali gimnastycznej jest planowane na 1 września 2005 r.
W międzyczasie w związku z reformą oświaty w 1999 r. powstał Zespół Szkół (Szkoła Podstawowa i Gimnazjum) w Kołaczkowie. Nie jest to koniec reorganizacji gminnej oświaty. Od roku szkolnego 2001/2002 działa już tylko gimnazjum, które uchwałą Rady Gminy Kołaczkowo z dnia 29 kwietnia 2002 r. otrzymało imię Władysława Stanisława Reymonta. Uroczystość nadania szkole imienia odbyła się 7 czerwca 2002 r.
Na dzień dzisiejszy Gimnazjum w Kołaczkowie ma 15 izb lekcyjnych, w tym trzy pracownie komputerowe, nową halę widowiskowo-sportową (wybudowaną w 2005 r.), siłownię, bibliotekę z centrum informacyjnym, 5 boisk (dwa do koszykówki, do piłki ręcznej, siatkówki i mini piłki nożnej), kuchnię i stołówkę. Szkoła posiada także salę pamięci patrona. Jest to sala z kominkiem, gdzie odbywają się wieczornice i spotkania.
W roku szkolnym 2002/2003 szkoła wzięła udział w ogólnopolskiej akcji "Szkoła z klasą", organizowanej pod patronatem Gazety Wyborczej i jako jedna z trzech tysięcy szkół w Polsce otrzymała tytuł "Szkoły z klasą" dnia 10 października 2003 r.
W Gimnazjum w Kołaczkowie działają: Uczniowski Klub Sportowy "Iskra", Szkolny Klub Europejski, Szkolne Koło PCK oraz liczne koła zainteresowań.
Gimnazjum w Kołaczkowie jest też członkiem założycielem Ogólnopol-skiego Klubu Szkół Reymontowskich, o czym świadczy dokument wydany przez wójta Gminy Lipce Reymontowskie podczas porozumienia szkół reymontowskich z całej Polski w dniu 28 września 2002 roku.
Życie i twórczość Władysława Stanisława Reymonta:
Kalendarium:
1867 - urodził się 7 maja w miejscowości Kobiele Wielkie pod Radomskiem
1884-1887 - występował w wędrownych grupach aktorskich pod pseudonimem Urbański
1888 - przekształcił nazwisko Rejmont na Reymont, pracował na kolei Warszawsko - Wiedeńskiej jako starszy robotnik w miejscowościach Rogów, Krasnowa, Lipie
1893 - przeniósł się do Warszawy i zajął się wyłącznie pracą literacką
1894 - brał udział w pielgrzymce na Jasną Górę wydając rok później o niej reportaż
1895 - wyjechał z siostrą Jakimowiczową i jej rodziną do Włoch
1896 - przebywał w Łodzi i zbierał materiały do "Ziemi Obiecanej", odbył podróż do Berlina, Brukseli, Londynu.
1897 - odwiedził Paryż
1900 - brał udział w katastrofie kolejowej pod Warszawą i odniósł poważną kontuzję
1902 - ożenił się z Aurelią z Szacsznajdrów Szabłowską, pracował nad "Chłopami"
1917 - otrzymał nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności za "Chłopów"
1919-1920 - przebywał w USA
1920 - kupił majątek Kołaczkowo
1924 - został uhonorowany nagrodą Nobla
1925 - zmarł 5 grudnia w Warszawie
Twórczość:
1895 - "Pielgrzymka do Jasnej Góry"
1896 - "Komediantka"
1897 - "Fermenty"
1899 - "Sprawiedliwie", "Lili", " Ziemia obiecana"
1902 - "Z pamiętnika"
1902-1909 - "Chłopi"
1907 - "Na krawędzi"
1911 - "Wampir"
1913-1918 - "Rok 1794"
1919 - "Za frontem"
1921-1924 - "Księżniczka", "Powrót", "Spowiedź", "Bunt"
Reymont napisał także wiele nowel, opowiadań, reportaży: "Tomek Baran", "Śmierć", "Su-ka", "Spotkania", "W jesienną noc", "Z ziemi chełmskiej", "Za frontem", "Osądzona", "Przy-sięga", "Szczęśliwi", "Franek", "Na bruku", "Pewnego dnia", "Z konstytucyjnych dni", "Jaś-kowe ambicje", "Na Niemca", "Historia, która by mogła się stać", "Wspomnienia lat dziecię-cych", "Legenda".
Reymont w anegdotach:
Przy wejściu do szkoły wita nas olejny portret Reymonta. Oblicze jego jest poważne, więc nawet do głowy nam nie przyjdzie, by patrząc na patrona szkoły uśmiechnąć się. Kiedy wchodzimy na piętro, przechodzimy obok wielkiego, ciemnego portretu pisarza i tym bardziej nie jest nam do śmiechu, zwłaszcza, że spogląda na nas z wysokości i patrzy gdzieś w dal ponad naszymi głowami, jakby nasze zwyczajne, drobne sprawy zupełnie do jego losów nie pasowały. A przecież był człowiekiem z krwi i kości, pełnym rozmachu, radości życia, ciekawości świata, miał wiele wad i zalet, zresztą jak każdy z nas. Lubił opowiadać, dyskutować, zmyślać, niekiedy nie można było mieć pewności czy to, o czym właśnie z takim ferworem rozprawia, jest prawdziwe czy wymyślone. Przeważnie za blagę uważano jego zapewnienia o pochodzeniu ze szwedzkiego rodu, a jednak okazało się to prawdą. W czasach "potopu" szwedzkiego (17 w.) znalazł się w Polsce żołnierz Karola Gustawa, który należał do oddzia-łów oblegających Jasną Górę. Dostał się do niewoli, a potem przydał się jako siła robocza w Gidlach. Zmienił imię z Baltazara na Balcera, nauczył się języka polskiego, ożenił i miał dzieci. Jego potomkowie zostali ekonomami w Gidlach. Jeden z nich, osobnik bardzo popędliwy, przeklinał pracowników zwrotem: "Niech was rejment (oddział) diabłów porwie". Za-częto więc przezywać go Rejment , a potem przezwisko zostało uznane za nazwisko i kiedy honorowano naszego patrona Nagrodą Nobla w Szwecji, nie zdawano sobie sprawy z tego, że wieńczą potomka swych rodaków. W bardzo jeszcze młodym wieku nie był ideałem ten póź-niejszy noblista. Rzemień często bywał w robocie, bo przyszły laureat uważał, że nie ma większego marnotrawienia czasu niż poświęcanie go lekcjom lub odrabianiu zadań domo-wych. Wszędzie go można było widzieć i na wagarach za miastem, huśtającego się na ko-ścielnej dzwonnicy, wsłuchującego się w szum drzew tylko nie nad podręcznikami. Nawet najdokładniejsze "grzmocenie" nie pomagało przezwyciężyć odrazy do zeszytów i książek. Po takich razach czuł się nieszczęśliwy, zaszywał się w ciemne kąty domowe, a jego łzy potrafiła obetrzeć tylko matka, pani Antonina Rejmentowa, opowiadająca bajki.
Tak dożył 12-tego roku życia i był wstydem dla rodziny, bo "zimował" niemal w każdej klasie. Co robić z taką zakałą? Postanowiono oddać go do terminu do krawca. Zajęcia tego też nie polubił. Pozwolono mu jednak przystąpić do egzaminu na czeladnika. Chciał samodzielnie skroić i uszyć frak. Egzamin zdał. Gdy dużo później pytano majstra, jak ów frak był uszyty, ex-szef Reymonta (Konstanty Jakimowicz) uśmiechnął się pod wąsem i odpowiedział: "Jak na literata, to robota krawiecka była zupełnie dobra". Niestety, rękawy wszył tak, że nie można było się ubrać w ten frak. Z warsztatu krawieckiego udał się prosto do wędrownej trupy teatralnej, a ponieważ ojciec jako niepełnoletniego mógł go w każdej chwili ściągnąć pod swoją rodzicielską władzę, więc przybrał pseudonim Urbański. Nie miał też wielkiego talentu ani też warunków zewnętrznych, bo był niewysokiego wzrostu, o nienadzwyczajnym głosie i wzroku tak krótkim, że bez szkieł prawie nic nie widział. Dyrektor trupy pozwolił mu jednak wystąpić. Wszedł na scenę nieprzytomny z tremy, a że grał amanta, więc musiał być bez okularów. Skończył swoją kwestię i zamiast zejść normalnymi drzwiami, otworzył stojącą obok szafę i wszedł do niej. Śmiechu było co niemiara, sztuki nie można było grać dalej. Tak się skończyła jego kariera aktorska.
W licznych szkicach autobiograficznych przewija się czasem wiadomość, że odbywał nowicjat u ojców paulinów na Jasnej Górze. Kiedy zapytano o to przeora, odpowiedział, że zbadał rejestry klasztornego nowicjatu i nie znalazł nazwiska Reymonta. "Inna rzecz,-uzupełniał dalejże z osobą znakomitego pisarza wiąże nas, paulinów, ścisła sympatia, bo gdy wydrukował on swoją >>Pielgrzymkę do Jasnej Góry<<, uprosiliśmy go, by zechciał kilka tygodni spędzić u nas w klasztorze. Gdy zaproszenie przyjął, staraliśmy uczynić mu pobyt u nas najmilszym i z przyjemnością stwierdziliśmy, że dobrze się wśród nas czuje. Być może, że to dobre samopoczucie brał za rodzaj nowicjatu". Nowicjat więc odbywał raczej tylko w swoim wyobrażeniu. Powszechnie znana była pasja Reymonta do praktyk spirytystycznych. Wirującymi stolikami i innymi tajemnicami interesował się od wczesnej młodości. Gorliwie szukał szczeliny, przez którą dałoby się dojrzeć "czwarty wymiar". Nie przyznawał się do tego publicznie, ale cichaczem zachodził do kabalarek, a zwłaszcza do jednej "fenomenalnej" na ul. Siennej w Warszawie. Po każdej wizycie u niej stwierdzał, że "baba jest idiotką", ale już po tygodniu znowu na Sienną podążał.
Reymont czuł się dobrze w każdym zbiorowisku ludzkim, wszystko jedno: literat, fry-zjer, który go strzygł, dorożkarz, profesor uniwersytetu czy przekupka na rynku- z każdym umiał wdać się w pogwarkę, od każdego wyciągnąć jakąś cenną dla siebie wiadomość i każdego sobą zainteresować. Nie umiał obojętnie przejść obok czyjejś troski, natychmiast spieszył z pomocą czy radą. Na prawo i na lewo zasypywał ludzi wszelakimi radami, przepisami, receptami. Pani Stanisława Wyspiańska wszystkich artystów uważała za podejrzaną warstwę społeczeństwa, tylko dla Reymonta czyniła wyjątek, bo on zainteresował się jej oborą, chwalił wygląd krów, wypytywał ze szczegółami o paszę na zimę dla nich, a na koniec dał jej starodawny przepis na jakieś futrzane szarawary, by nie marzła, gdy w zimowe ranki asystuje przy udoju krów. Nie było bardziej towarzyskiego od niego człowieka. Gościnność jego przechodziła w legendę. Słynęły między znajomymi jego obiadki i kolacyjki, na których pani Aurelia dawała dowody talentu kulinarnego równego talentom literackim jej męża. Dzielnie jej w tym pomagała ich warszawska gosposia Tosia. Jej dziełem były wspaniałe nalewki oraz olbrzymie ilości konfitur i marynat, których Reymont był wielkim amatorem. Jeśli tylko nie był zajęty lub skończył swoją dzienną dawkę pisania, natychmiast wypływał w świat, między ludzi, na umówione spotkanie do kawiarni albo zapraszał gości do siebie. Wtedy się ożywiał, zapalał, a bystre oczy śledziły wszystko z uwagą, notowały, co było w polu widzenia. Miał fantastyczny wprost dar pamięci wzrokowej, lubił więc egzaminować ludzi.